Hej, hej!

Witam w piękny słoneczny dzień! Ja od kilku dni działam na pełnych obrotach. Późno kładę się spać i wcześnie wstaje. W miedzy czasie mnóstwo pracy i aktywności ale wiem, że warto. Przygotowuje wiele materiałów na bloga i YouTube a w miedzy czasie pracuje i dźwigam ciężary. Na siłce preferuje wolny ciężar ale w cięższe dni przenoszę się na maszyny. Wracając do tematu:) Witam Was w drugiej części wpisu o moich studiach, obronie i dalszej historii. (Jeśli jeszcze nie widzieliście cz. 1 „Obroniłam się i zdobyłam tytuł Licencjata! + moja historia studiów” to kliknijcie TUTAJ )

Obronę miałam o 8:15 do 8:30 wiec bardzo szybko. Odpowiedziałam na trzy pytania (kierunkowe, seminaryjne oraz do pracy) i obroniłam swoją prace licencjacką. Następnie wieczorem mąż zabrał mnie do drogerii bym w prezencie wybrała kosmetyki. O dziwo chodziliśmy baaardzo długo i mąż nie narzekał. Gdy wróciliśmy w mieszkaniu czekała na mnie cała rodzina z tortem, szampanem, prezentam i ogromem jedzenia z KFC ,😍 Mama upiekłam tort kopiec Kreta (btw Kopiec Kreta jest na drugim miejscu w mojej TOP liście ciach zaraz po New York cheesecake) Dostałam również piękny kalendarz z kartkami rose gold, złoty długopis parkera oraz szampana martini! Od męża dostałam fancy kosmetyki! Suchy olejek do ciała oraz mleczko do ciała w spryskiwaczu z Body Boom, mgiełka do ciała z Body Mist Bali Breeze, pomadka z coca-coli oraz maseczka żelową na cerę z Lirene fruit Power – arbuz.

Powiem szczerze, że od dłuższego czasu przyglądałam się tym kosmetykom i wreszcie mogłam je przetestować i zdać pełna opinie z użytkowania ich. W fancy kosmetykach kluczową rzeczą jest u mnie wygląd oraz trwałość – trwałość zapachu, brokatu utrzymującego się na ciele. Zaraz dowiecie się czy te kosmetyki zdały egzamin. Wiem ,że po tytule spodziewaliście się, że napisze o moich dalszych planach na życie, studiach i tym podobne. Natomiast ja postawiłam na nie za daleki czas a czas obrony i kontynuowanie tego dnia.🙂

Recenzja kosmetyków

Body Boom suchy olejek do ciała

Olejek w konsystencji jest rzadki więc najlepiej aplikować go bezpośrednio na ciało lub z dłoni szybko przenieść na ciało, ponieważ ponieważ poprzez swoją konsystencje szybko spływa. Zapach ma fenomenalny! Mi się kojarzy z bardzo słodką maliną z dodatkiem lukru. Jeśli chodzi o nawilżenie to w przypadku mojej skóry średnio się to sprawdziło. Olejku użyłam na noc i rano nadal byłam w olejku – czyli słabo się wchłonął. Natomiast trwałość zapachu oceniam 10/10. Olejek jest świetnym rozwiązaniem na wakacje by rozświetlić skórę na długi czas oraz super nadaje się do masażu dzięki długiej wchłanialności.

Body Boom mleczko do ciała w spryskiwaczu

Mleczko do ciała posiada dwie zalety – pachnie cudownie, tak samo jak suchy olejek oraz jest w “gadżeciarskim” opakowaniu w spryskiwaczu co bardzo ułatwia aplikowanie produktu. Co do podstawowej funkcji mleczka do ciała czyli “nawilżanie skóry” to nie spełnia on funkcji tak samo jak olejek. Produkt jest bardzo rozwodniony i na pierwszym miejscu w składzie ma wodę co oznacza, że zawiera jej najwięcej. Dodatkowo problematyczny jest spryskiwacz ponieważ co chwilę się psuje i preparat cieknie podczas pryskania lub leci na boki zamiast do przodu ale wystarczy dokręcić i działa jak powinien. Szczerze, mimo że balsam nie spełnia swojej podstawowej funkcji nawilżenia to i tak bym go kupiła ponownie ze względu na wygląd i piękny długo utrzymujący się zapach.

Mgiełka do ciała z Body Mist Bali Breeze

Mgiełka pachnie cudownie i utrzymuje się długo długo na ciele i ubraniach. Body Mist oferuje wiele zapachów i na pewno każda dziewczyna znajdzie coś dla siebie. Używałam wiele mgiełek od najtańszych po najdroższe. Zapachy były jak zawsze piękne ponieważ wybierałam je pod siebie natomiast z trwałością było bardzo słabo i po “kilku minutach” już nie było zapachu. Dla mnie mgiełka z Body Mist Bali Breeze to strzał w dziesiątke. Trwałość i zapach oceniam 10:10

Pomadka Coca-Cola

Pomadka to strzał w dziesiątkę, pachnie jak cola i smakuje jak cola. Nawilża usta czyli to czego oczekuję od pomadki oraz co jest dodatkowym atutem – pozostawia wysoki połysk na ustach oraz długotrwały intensywny smak i zapach. Dodatkowo te fancy opakowanie! Dla mnie 10/10

Maseczka żelowa na cerę z Lirene fruit Power – arbuz

Maseczka w konsystencji jest jak rozwodniona galaretka z grudkami a jeszcze gorsza konsystencja jest podczas aplikowania maseczki – rozprowadza się sama woda a maseczka kulkuje się jak stężała galaretka. Po czasie wszystko się wyrównuje natomiast wchłania się nierównomiernie. Miałam wrażenie, że nawilża sam naskórek i głębiej nie dociera. Maseczka nie zasycha, że można ją fajnie ściągnąć jak żelowy płat tylko delikatnie zasycha i daje się rozmazuje. Jedyną zaletą jest piękny zapach, który pozostaje na skórze. Maseczka jest o zapachu arbuza ale nie przypadła mi do gustu. Zapach przypomina perfumowaną słodycz z lekką nutą arbuza. Maseczkę przetestowałam na dłoni, ponieważ na twarz aplikuj tylko sprawdzone kosmetyki. Produkt oceniam 1/10. Jeden punkt ze względu na utrzymujący się zapach na skórze.

Do zobaczenia w kolejnym poście we czwartek!

Written by Pattje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *