Hej hej, 

Dzisiejsza pogoda nie rozpieszcza. Zimno i ponuro.. w takie dni najlepiej położyć się z gorącą herbatą pod kocyk i włączyć netflixa. Ja tego nigdy nie praktykowałam. Przeważnie w takie dni chodziłam do kina, ponieważ jestem takiego zdania, że jak oglądać filmy to na dużym ekranie. 

Mimo że nie cierpię takich dni w których nie mam na nic ochoty i siły to wiem, że czasami są potrzebne. Możemy naładować energię na kolejny dzień, chwile odsapnąć lub dać odpocząć mięśniom. 

Ale koniec już z tą jesienna melancholią! Przechodzimy do konkretów. Ja do was przychodzę z pięknym słonecznym postem, a mianowicie kontynuacją pierwszego wpisu „I said Yes…” jeśli jeszcze go nie widzieliście to KLIKNIJCIE TUTAJ

No to GO!

Pierwszy dzień 13 lipiec 

„[…] Po 2h wylądowaliśmy i Mąż przywitał mnie we Włoszech. Wsiedliśmy w transport miejski i chwilę póżniej byliśmy w Wenecji! 

Popłakałam się ze szczęścia!”

Wysiedliśmy w samym centrum Wenecji, byłam tak zachwycona, że nawet nie chciałam zamawiać taksówki tylko iść i zwiedzać te piękne miejsce. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Mąż wynajął mieszkanie w kamienicy. Pomieszczenie miało 3,5m wysokości. Na wejściu znajdował się hol, korytarz z ogromną szafą jak w Narnii, piękny, zdobiony stolik z krzesłami, komodą oraz sejfem z lodówką.

Następnie przechodziło się do ogromnej sypialni w której znajdowało się piękne starodawne łoże zdobione złotymi elementami, szafki nocne, lampki i et cetera. W łazience była wanna z wodospadem a reszta wyposażenia jak w tradycyjnej łazience. 

Zostawiliśmy walizki w pokoju i od razu poszliśmy zwiedzić Wenecje. Szyliśmy wybrzeżem miasta, przez most miłości aż do placu Św. Marka. Mosty tak mnie urzekły, że na każdym chyba mam zdjęcia. Dzień czy noc na każdym moście miałam uwiecznione przejście. 😄

Kolację zjedliśmy w restauracji, ja zamówiłam makaron carbonara a Łuki spaghetti bolognese. Kocham włoską kuchnię a makaron carbonara to moje ulubione danie. Wszędzie je zamawiam i byłam podekscytowana, że wreszcie będę mogła spróbować prawdziwego makaronu carbonara. Powiem Wam, że było WYŚMIENITE! smaku nawet nie da się opisać. Wszystko idealnie się komponowało. Świeżo mielony pieprz z parmezanem… mniam!

Dzień drugi 14 lipiec 

Tradycyjnie każdego dnia o 8:00 już byliśmy na nogach. Zjedliśmy śniadanie, wpiliśmy kawę a następnie spacerowaliśmy między Weneckimi kamieniczkami. Mimo, że było lato z rana było dosyć zimno. Słońce świeciło na czystym niebie a mimo to miedzy kamieniczkami bił chłód i dopiero chwile później nagrzewało się całe miasto i rozpoczynały upały. 

Tego dnia zwiedzając Wenecję próbowaliśmy przekąsek sprzedawane w food trackach – kulki ryżowe w chrupiącej panierce oraz pizza sprzedawana na kawałki do ręki. 

Codziennie jadłam kokoski. Na każdym rogu stały fontanny ze świeżo pokrojonym kokosem. Mniam!

Następnie Mąż odprowadził mnie do pokoju, poprosił bym zaczęła szykować się na święto Festa del Redentore a sam coś jeszcze musi załatwić. Po 40 minutach już oboje byliśmy gotowi do wyjścia. Łuki zarezerwował ostatni rejs gondolą o 19:00. Ze względu na święto gondole tego dnia pływały do 19:00 ponieważ na wodzie rozpoczęto ustawienie fajerwerków. 

Wsiedliśmy do gondoli i tak płynęliśmy przez godzinę. Byłam pod WRA-ŻE-NIEM! Od zawsze marzyłam by płynąć gondolą kanałami w Wenecji! Zwiedzałam każdą najmniejszą kamieniczkę i napawałam wzrok widokami, tak, że mruganie było dla mnie za długie. Robiłam mnóstwo zdjęć, nagrywałam by jak najbardziej upamiętnić te chwile. Łukasz był moim przewodnikiem od początku do końca. Siedzieliśmy w objęciach i opowiadał mi historie każdego zakamarka Wenecji… Było to niesamowite. Dzięki Niemu wszystko przeżywałam 1000 razy bardziej. W powietrzu było wiele miłości ale i napięcia. Wraz z Mężem byliśmy w siódmym niebie ale mimo wszystko u męża wyczuwałam stresik.😄 Ja byłam pewna, że to ten moment i ujrzę pierścionek a tu końcówka rejsu i nadal nic. Rozmawiamy i wspaniale spędzamy czas. 

Nagle przepływamy pod mostem miłości, Mąż opowiada mi całą historie tego mostu i nie jest tak piękna jak jego nazwa…

Nim się ocknęłam mąż już klęczał przede mną z pięknym pierścionkiem! Był piękniejszy niż sobie wymarzyłam! 

Następnie poszliśmy do restauracji. Tam już wszyscy wiedzieli jaką mamy okazję i idealnie wszystko przygotowali. 

W restauracji czekał na nas kelner przy pięknie przystrojonym stoliku ze świecami i płatkami róż. 

Na wstępie dostaliśmy powitalnego szampana. Był to mus truskawkowy ze świeżą truskawką. Bardzo ciekawe i smaczne. 

Następnie złożyliśmy zamówienie. Jak wiecie jestem fanką kuchni włoskiej oraz śródziemnomorskiej więc ta kolacja była spełnieniem moich kulinarnych marzeń! Na przystawkę zamówiliśmy talerz owoców morza. Były tam miedzy innymi krewetki, ostrygi, ośmiornica, mięso z rekina itd.

Na drugie danie mąż zamówił stęka a ja pizzę z owocami morza. Tamtego wieczoru trochę przesadziłam z owocami morza i połączenie ich z pizza nie było dobrym pomysłem. Nie smakowało to za dobrze. Natomiast owoce morza jako przystawka z bagietką polecam w 100%. 

W międzyczasie zamówiliśmy również białe wino które idealnie pasowało do naszych potraw. Wino dostaliśmy w wiaderku z lodem i kelner dyskretnie obserwował kiedy nam dolać. 

Mój mąż na chwile znikną. Poszedł na zaplecze restauracji i wrócił z ogromnym bukietem róż. Wszyscy w restauracji zaczęli bić brawa i robić zdjęcia myśląc, że Łuki zaraz klęknie i poprosi mnie o rękę ale to już było za nami 😄

Na koniec dostaliśmy cytrynówkę która była najpyszniejszą cytrynówką jaką piłam. 

Do pokoju wracaliśmy o północy a na niebie towarzyszyły nam fajerwerki, które trwały od 23:30 do 24:00. 

Dzień trzeci 15 lipiec 

O 8:00 codziennie wszystkie uliczki w Wenecji są czyszczone. Cała Wenecja jest mokra i czyszczona cegła po cegle. 
Z rana zjedliśmy śniadanie i poszliśmy spacerkiem zwiedzać kolejne zakamarki Wenecji.

W południe wypiliśmy kawę na placu Św. Marka przy muzyce na żywo. Kelnerzy byli jak z filmu, orkiestra grała tuż za naszymi plecami. Kawa była wyśmienita i najdroższa jaką piłam. Za dwie filiżanki zapłaciliśmy 340zl. Wiem, że za granicą się nie przelicza na zł ale to się samo przeliczyło. 😄 

Z mężem jak już gdzieś wyjeżdżamy to korzystamy z miejsca na 110% tak jakbyśmy mieli już tam nie wrócić. Tutaj tak na prawdę o pieniądzach to ja w ogóle nie myślałam. W portfelu miałam jedyne 50zl. Tak jak stałam tak pojechałam. Wszystkim zajął się mój On! 

Tego dnia było również święto w Wenecji Festa del Redentore – (Święto Odkupiciela) – organizowane corocznie w Wenecji nawiązujące do wypędzenia zarazy-Dżumy. 

Z tej okazji raz w roku Włosi budują most wotywny łączący Wenecję z Giudeccą na której stoi kościół Il Redentore wzniesiony z okazji pokonania zarazy. 

Na obiad poszliśmy spacerkiem na wyślę Giudecca i tam jadłam najlepszą pizzę na świecie a zamówiłam margaritte. Sztuką jest zrobić wyśmienity klasyk który będzie zachwycał a nie dorzucać gotowe dodatki które zrobią całą robotę smakową. 

Następnie poszliśmy zwiedzić kościół w którym są obrazy Leonardo da Vinci.

Wieczorem wybraliśmy się promem na plażę na turystyczną wyspę Lido we Włoszech. 

Najciekawsze dla mnie było zastąpienie komunikacji miejskiej promem. Łodzie są taksówkami oraz autobusami. Na łodzie mieszkańcy Włoch maja wykupione bilety miejskie i codziennie pływają nimi do pracy oraz szkoły. Łódki odbywają trasę jak autobusy miejskie. Zatrzymują się na przystanku na każdej wyspie. Miasta są oddalone od siebie kilka minut łodzią. Było to niesamowite doświadczenie😃💗

Po chwili byliśmy na miejscu. Miasto zdecydowanie różniło się od Wenecji. Lido to wyspa turystyczna. Sklepy z pamiątkami, kosmetykami, restauracje nadmorskie oraz przeogromna plaża!

Cały pobyt spędziłam w morzu! Uwielbiam morze i zawsze marzyłam by mieć domek na plaży. 

Następnie poszliśmy na kolację do restauracji. Ja tradycyjnie wzięłam makaron carbonara. Przez cały pobyt jadłam moje ulubione danie – pizzę oraz makaron carbonara. Zaskoczyło mnie to, że każda restauracja przyrządza inaczej makaron natomiast w każdej był on przepyszny! 

Dzień czwarty 16 lipiec 

Wstaliśmy z samego rana, zjedlimy śniadanie w ogrodzie a nastpnie wymeldowaliśmy z pokoju i poszliśmy zwiedzać Wenecje. Na najpopularniejszym moście Railto nie było szans na zrobienie zdjęcia. Każdego dnia były tam przeogromne tłumy. Ale przeszliśmy się nim, zrobiliśmy zdjęcie z ludźmi i poszliśmy dalej 😄 

Po drodze tradycyjnie mijaliśmy piękne kamieniczki, zakupiliśmy pamiątki i usiedliśmy w parku Weneckim. 

Po południu mieliśmy lot do Polski 

Do Wenecji zabrał mnie chłopak a wróciłam z Narzeczonym ❤️

Pierwsze zdj z lotniska we Włoszech. Mąż chwile temu poinformował mnie gdzie się znajdujemy. Na kolejnym zdjęciu szliśmy przez Wenecję by się zameldować.

Written by Pattje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *